Lekcja grozy – rozmowa z Sylwią Błach

Dziś wywiad z osobą która inspiruje mnie podwójnie. Po pierwsze tak jak ja jeździ na wózku a po drugie zajmuje się pisaniem. Sylwia Błach, blogerka, pisarka, programistka, modelka i działaczka społeczna, jeśli komuś wydaje się, że tylu spraw nie da się upchnąć w dwudziestu czterech godzinach to zapraszam do czytania.

Czy pisanie od zawsze było ważną częścią twojego życia, czy przyszło z czasem?

Pisanie zawsze było bardzo ważnym elementem mojego życia i sposobem wyrażania emocji. Pamiętam, że będąc małą dziewczynką pisałam wierszyki dla babci i dziadka. W podstawówce próbowałam napisać pierwszą powieść, nawet przeczytałam ją przed całą klasą… Potem eksperymentowałam z formą, opowiadaniem, powieścią, felietonem.

Pamiętasz swoje pierwsze pisarskie próby? Czy brałaś udział w konkursach literackich i jakie były tego rezultaty? Czy pamiętasz jaki wpływ na Ciebie miały tamte sukcesy i porażki?

W gimnazjum czytałam swój własny tekst na apelu szkolnym. W liceum odkryłam istnienie konkursów literackich i zaczęłam brać w nich udział. W jednym z ogólnopolskich konkursów otrzymałam wyróżnienie, w innym zajęłam trzecie miejsce. Pamiętam, że te sukcesy mnie bardzo motywowały. Sprawiły też, że moja polonistka dostrzegła jak bardzo lubię pisać i pomagała mi się rozwijać. Organizowała nam spotkania czegoś na kształt „klubu polonistycznego”, na którego zajęciach rozmawialiśmy o literaturze i uczyliśmy się pisać inne formy, na przykład felietony. Ponadto rozkręciłam gazetkę szkolną, zebrałam grupę pasjonatów, zajęłam się redakcją, składem… Widoczne efekty moich działań zawsze działały na mnie motywująco. Owszem, były też porażki – na wiele moich maili do wydawnictw nie dostałam odpowiedzi, wiele konkursów pozostało bez echa. Jednak nie miało to na mnie wpływu – zawsze podjęcie próby uważałam za sukces sam w sobie, a po wysłaniu pracy na konkurs zapominałam o niej, zajęta kolejnymi celami.

Kiedy przyszedł moment w którym zdecydowałaś, że pisanie to coś co chcesz robić i co było ,,impulsem” do tego?

W liceum, gdy zaczęłam pisać coraz więcej właśnie z uwagi na konkursy i motywację ze strony polonistki i bliskich. Wtedy poczułam, że to coś co można robić profesjonalnie, nie tylko do szuflady. Poza tym zainspirowali mnie pisarze, którzy żyli jak gwiazdy rocka – byli znani, jeździli w trasy literackie, poznawali świat i ludzi. Mnie zawsze ciągnęło tam, gdzie dzieje się dużo, więc w liceum w mojej głowie odczarował się obraz przykutego do komputera autora w dresach.

Chyba od zawsze trwa spór między ,,humanistami” i ,,umysłami ścisłymi”. Jak tobie udaje się godzić humanistyczną pasję pisarską z pracą programistki która zdecydowanie wymaga ścisłego umysłu? Czy z tej rozbieżności miałaś kiedyś jakieś niespodzianki? Czy raczej traktujesz to jako atut?

Nie lubię tego podziału, nie czuję go. Nie rozumiem co znaczy być umysłem humanistycznym czy ścisłym. Programowanie jest bardzo podobne do pisania – konkretny alfabet, konkretne słowa, konkretne zasady ich układania. Z tego powstaje produkt, książka lub program.

Skoro jesteśmy już przy temacie programowania, skąd u Ciebie zainteresowanie akurat tą dziedziną nauki? Masz z niej zresztą spore osiągnięcia jeszcze z czasów uczelnianych stypendium ministra oraz Studencki Nobel. Czy studia wybrałaś świadomie czy był to szczęśliwy traf?

To był absolutny przypadek. Całe życie mówiono mi, że będę informatykiem, bo łatwo radziłam sobie z obsługą komputera. Ja kochałam grać w gry, w gimnazjum miałam podejście do tworzenia stron www czy algorytmów, ale nudziło mnie to. Męczyło. Powtarzałam, że nigdy nie zostanę programistą, bo w głowie miałam obraz człowieka zamkniętego w piwnicy z komputerem. Trochę tak jak wyobrażałam sobie życie pisarza. Gdy jednak przyszła pora na wybór studiów, okazało się, że nie wiem co robić. Fascynowała mnie zbrodnia, kryminologia i kryminalistyka, ale z niepełnosprawnością ruchową nie odnalazłabym się w tych dziedzinach, zwłaszcza, że jeszcze wtedy w Polsce nie było uczelni z takimi kierunkami. Ostatecznie stwierdziłam, że fajnie być dziewczyną z Polibudy. Z rozsądku poszłam na zaoczną informatykę, pierwszy rok przepłakałam – ja, dziewczyna po humanie i faceci, którzy od lat pracują w zawodzie… A potem nagle zaczęłam chwytać, rozumieć. Okazało się, że praca programisty to nie jest nudne siedzenie w domu, a rozwiązywanie skomplikowanych problemów, tworzenie czegoś. Pokochałam to.

Czy w środowisku komputerowym wciąż jeszcze w dużej mierze zdominowanym przez mężczyzn łatwo Ci się było odnaleźć? Co mogłabyś powiedzieć dziewczynom, które obecnie rozważają wybór kierunku ścisłego, zachęciłabyś je czy raczej nie koniecznie?

Oczywiście, że zachęciła! Jeśli je to kręci, to niech to zrobią! Podziały są, owszem, ale coraz mniej. Ja miałam to szczęście trafiać na ludzi, którzy traktowali mnie normalnie, ale ja byłam takim ewenementem: nie dość, że na wózku, to jeszcze kobieta na informatyce! – że chyba na nikim nie robiłam wrażenia. Poziom krytyczny dziwności został przekroczony (śmiech). Teraz nie dostrzegam zbyt wielu sytuacji dyskryminujących, ale mam świadomość, że choć mnie rzadko dotyczą, to nadal są. Jednak to się nie zmieni, jeśli zamiast stawiać im czoło, będziemy rezygnować z marzeń.

Wracając do pisania, czemu wybrałaś horror? Co Cię pociąga w powieściach grozy? Czy próbowałaś swoich sił w innych gatunkach?

Od dziecka kocham horrory, historie z dreszczykiem, seriale grozy. Wybór horroru był dla mnie naturalny. Owszem, eksperymentuję z gatunkami, ponieważ uważam, że nie gatunek się liczy, a to, czy opowieść jest dobra.

Czy masz autorów i książki którzy byli i są Twoją inspiracją i mieli wpływ na Twoją twórczość? Czy mogłabyś polecić, oprócz twoich oczywiście 🙂 jakieś książki od których warto zacząć przygodę horrorem?

W wieku nastoletnim bardzo się ekscytowałam Anne Rice i Grahamem Mastertonem. Kocham też poezję Charlesa Baudelaire’a. Aktualnie bardzo sobie cenię pióro Jo Nesbo i Jarosława Grzędowicza. Staram się też czytać podręczniki pisarskie, świetna jest „Maszyna do pisania” Katarzyny Bondy. A jeśli chodzi o polecenie stricte horrorów… Na pewno wspomniany Masterton dla fanów krwawej jatki i mnóstwa seksu, Jack Ketchum dla tych, którzy wiedzą, że groza nie wymaga duchów i demonów, a siedzi głęboko w nas, ludziach. Uwielbiam Johna Eversona, pięknie łączy gotycki klimat z nowoczesnym stylem pisania i krwawymi opisami. Ogólnie lubię mocne, krwawe sceny.

Jak długo zajmuje u Ciebie proces Twórczy? Ile zajmuje napisanie jednej książki od momentu w którym wpadasz na pomysł do postawienia ostatniej kropki?

Nie jestem teraz w stanie tego określić, ponieważ pracuję nad sobą i próbuję się rozwijać, a ostatnio piszę etapami. Powiedzmy, że mam dwa tygodnie pisania regularnego, a potem wjeżdża mi inne zadanie, które zajmuje miesiąc. Ten rok jest dla mnie bardzo intensywny i muszę wybierać priorytety. Wiem natomiast, że gdybym mogła sobie pozwolić na codzienne pisanie to sam proces klepania w klawiaturę zająłby mi od miesiąca do trzech. Z układaniem planu historii i pomysłem bywa różnie.

Vincent van Gogh podobno odciął sobie ucho aby wprowadzić się w nastrój twórczy, a jak wygląda to u Ciebie? Potrzebujesz jakichś specjalnych warunków czy Tworzysz w tzw. międzyczasie? Wolisz ciszę kiedy piszesz czy też otaczasz się pracą i dźwiękami?

Lubię być sama w domu, gdy piszę lub chociaż móc zamknąć się w pokoju, ale od pewnego czasu uczę się pisać w każdych warunkach. Na pewno nie lubię pisać z doskoku – gdy siadam, chcę mieć pewność, że przez godzinę nikt mi nie przeszkodzi. Bardzo rzadko tworzę pod wpływem impulsu, każde nagłe natchnienie wolę w sobie ponosić, przetrawić, a dopiero potem wypluć na papier. I jeśli już słucham muzyki, to preferuję tę bez wokalu – wprowadzam się tak w odpowiedni nastrój. Jeśli słyszę w piosence tekst, to odruchowo zaczynam go zapisywać, co raczej jest kiepskim pomysłem na książkę (śmiech).

Jakie są twoje dalsze pisarskie plany? Pracujesz nad czymś obecnie czy na razie zbierasz pomysły? Czy uchylisz odrobinę tajemnicy?

Mam w planie trzy książki: klasyczny horror z duchami w roli głównej, czarną komedię o czterech przyjaciółkach oraz drugi tom „Syndromu Riddocha”, mojego najnowszego literackiego dziecka. Kiedy? Wszystko zależy od tego jak potoczą mi się najbliższe miesiące na uczelni.

Poza pisaniem i pracą jesteś też działaczką społeczną. W jakie akcje najchętniej się angażujesz? Czy są jakieś sfery życia które Twoim zdaniem w Polsce wymagają szczególnego zaangażowania i pracy społecznej?

Moim konikiem jest przypominanie, że osoby z niepełnosprawnością są normalnymi ludźmi. Nie znoszę specjalnego traktowania czy też oczekiwania, że ktoś zrobi wszystko za mnie, bo jestem „biednym niepełnosprawnym”. Ponadto lubię angażować się w projekty ciałopozytywne – akceptacja własnej sylwetki w czasach, w których jesteśmy wiecznie bombardowani ideałami piękna jest trudna nawet dla kobiet sprawnych. Niepełnosprawność często oznacza różne deformacje i tutaj zaakceptowanie siebie staje się jeszcze trudniejsze. Dużo też działam na polu motywowania osób z niepełnosprawnością do podjęcia zatrudnienia, wyjścia z domu, życia poza czterema ścianami.

Niedawno pisałam o mowie nienawiści. Ty nie dość, że jesteś kobietą to jeszcze osobą z niepełnosprawnością. Czy często zdarza Ci się doświadczać hejtu i dyskryminacji? Jak sobie z nimi radzisz?

Wydaje mi się, że hejtu nie doświadczam, choć równie możliwe jest, że nauczyłam się go puszczać mimo uszu. Mam twardy tyłek. Natomiast jeśli chodzi o dyskryminację, to ostatnio na swojej stronie http://sylwiablach.pl/pisałam o czymś co nazwałam dyskryminacją litościwą. Oznacza to, że ktoś nazbyt stara się pomóc i ułatwić, daje mi taryfę ulgową. Tego nie znoszę. Tam, gdzie mam takie same możliwości jak osoba pełnosprawna, chcę być tak samo traktowana. Pomocy oczekuję tam, gdzie faktycznie choroba uniemożliwia mi działanie. Ponadto bardzo często spotykam się z dyskryminacją architektoniczną. I wbrew temu co się mówi, wcale nie jest coraz lepiej. Ostatnio Multikino w Starym Browarze w Poznaniu przerobiło sale na wygodniejsze dla widzów i zniknęły miejsca dla niepełnosprawnych. Uważam to za skandal.

Znalazłaś się na Liście Mocy 100 najbardziej wpływowych Polek i Polaków z niepełnosprawnościami. Jak czujesz się ze świadomością zaliczenia do tak wąskiego i prestiżowego grona wpływowych osób? Jest to dla ciebie nobilitacja i zachęta do działania czy źródło presji?

Zdecydowanie zachęta. Cieszę się, że moje działania zostały docenione i mobilizuje mnie to do robienia jeszcze więcej!

Realizujesz się również jako modelka.  Pamiętasz moment kiedy uznałaś, że warto spróbować sił w tej dziedzinie? Jakie były Twoje pierwsze kroki w modelingu? Czy obecnie jesteś zaangażowana w jakiś projekt modowy?

Moim największym projektem modowym jest mój blog http://sylwiablach.pl na którym prezentuję swoje stylizacje. Na horyzoncie majaczy jeden fajny projekt w najbliższym czasie, ale na razie nie mogę o nim mówić. A kiedy uznałam, że chcę spróbować? Chyba w wieku nastoletnim, gdy uruchomiłam bloga i stwierdziłam, że pora zacząć publikować lepsze zdjęcia, niż te robione samowyzwalaczem z murka.

„Mocne Strony Kobiety” jaka jest idea tego konkursu? Co skłoniło Cię do udziału w nim i  jakie są Twoje wrażenia już po?

W konkursie „Mocne Strony Kobiety” magazynu Cosmopolitan brałam udział dwukrotnie, raz trafiłam nawet do finału. Ideą konkursu jest pokazywanie kobiet, które są „cosmo”: inspirujących, działających na rzecz innych, zadowolonych z życia, pracowitych, mających sukcesy, empatycznych. Udział był świetną przygodą, poznałam naprawdę inspirujące osoby i nie żałuję, że tam byłam.

Jak trafiłaś do Fundacji Jedyna Taka ? Czym się w niej zajmujesz

Po tym jak kilkakrotnie zgłaszałam się do konkursu Miss Polski na Wózku pisząc gigantyczny opis swojej kandydatury, prezes Fundacji – Katarzyna Wojtaszek – sama mnie zauważyła. W Fundacji pracowałam przez kilka lat, od kilku już tam nie pracuję, choć nadal bardzo wspieram wszystkie projekty. Zajmowałam się mnóstwem rzeczy: tworzyłam strony www projektów, pomagałam graficznie, pisałam teksty, kontaktowałam się z mediami, udzielałam wywiadów, byłam na warsztatach Miss i pomagałam w organizacji. W Fundacji zawsze jest co robić. Jeśli chodzi o projekty, to działałam przede wszystkim przy Wyborach Miss Polski na Wózku i przy integracyjnej agencji modelek Butterfly Agency Models. W agencji zorganizowałam między innymi pokaz mody Agnieszki Jaworskiej czy wydarzenie dla kobiet na Uniwersytecie Ekonomicznym Aktywna Kobieta.

Pomaganie w sytuacji kiedy często samemu potrzebuje się pomocy nie jest sprawą łatwą. Co motywuje Cię do działania?

Nie potrzebuję motywacji z zewnątrz, mam ją w sobie. Nie lubię siedzieć w miejscu, nienawidzę się nudzić. Chcę działać. Poza tym wierzę w to, że zbyt krótko jesteśmy na tym świecie, by marnować dany nam czas i możliwości.

Przygotowując się do wywiadu trafiłam na dwa teksty w których poruszasz niezwykle ważne dla mnie kwestie: pieniądze i niezależność. Pozwolę sobie zacytować Twoje słowa i zadać kilka pytań:

,,Lubię funkcjonować w trybie zadaniowym. Jeśli wiem, że coś muszę, nie zastanawiam się, CZY jest to możliwe, tylko JAK to zrobić. Logistyka samodzielnego życia może wydawać się koszmarem. W zależności od stopnia niepełnosprawności trzeba umieć zaufać obcej kobiecie, gdy potrzebuje się asystentki, i wziąć kilka dodatkowych zleceń, by od czasu do czasu opłacić sprzątanie. Przede wszystkim jednak trzeba uczyć się samodzielności.”

Samodzielność – czym dla Ciebie jest to pojęcie? Czy korzystając z czyjejś pomocy wciąż możemy pozostać samodzielni? Jak u Ciebie wyglądały pierwsze kroki w kierunku samodzielności? Czy Twoi rodzice wspierali Cię w tym? Czy zdarzyło Ci się, że ze względu na Twoją niepełnosprawność ludzie ci bliscy świadomie lub nie byli dla Ciebie nadopiekuńczy? Czy zdarzyło Ci się być w sytuacji w której zrezygnowała byś z jakiegoś zadania lub celu ponieważ nie mogła byś go osiągnąć samodzielnie? Co mogłabyś poradzić osobom z niepełnosprawnościami które boją się samodzielnego życia?

Uważam, że nawet z czyjąś pomocą możemy być w pewnym sensie samodzielni. Nigdy nie osiągniemy maksimum samodzielności, jeśli nasz stan fizyczny nam nie pozwala, ale zawsze możemy postarać się, by być „bardziej”. I chyba w moim odczuciu na tym właśnie polega samodzielność osoby z niepełnosprawnością: na byciu bardziej. Bardziej zaradnym, bardziej pracowitym, bardziej wolnym.

Moi rodzice zawsze mnie bardzo wspierali, choć oczywiście się bali. Ja zaczęłam usamodzielniać się na studiach, to były moje pierwsze samodzielne wyjazdy na cały dzień z domu. Potem, gdy się zakochałam, zaczęłam nocować u chłopaka i to też był duży krok. W końcu, dwa lata temu, wyprowadziłam się z domu. Przez lata oszczędzałam, by móc sobie pozwolić na życie na swoim, a i teraz bardzo dużo pracuję, by nadal ten stan podtrzymać. Bardzo mi też pomaga mój chłopak, ale pilnuję, by nasza relacja była partnerska.

Oczywiście, że bliscy bywają nadopiekuńczy. Chcą dobrze, martwią się, boją. Boją się o ciebie, ale boją też, bo nagle wymyka im się rutyna, do której byli przyzwyczajeni. Człowiek zawsze boi się zmian. Dlatego najważniejsze jest by rozmawiać i wspierać się w obie strony.

Jako nastolatka rezygnowałam z wielu szans, wyjazdów czy wydarzeń z powodu niepełnosprawności. Nie wiedziałam jak się zabrać do samodzielnego wyjazdu, a pojawiało się też wiele przeszkód logistycznych. Tak bywa. Każdy usamodzielnia się na innym etapie życia.

A co bym poradziła? By dbali o swoje wykształcenie i umiejętności. To nie muszą być studia, ale to musi być wiedza, która da im pracę. Stety, albo niestety, pieniądze są niezbędne, jeśli myśli się o samodzielnym życiu. Poza tym niech zaczną od małych kroków: niech pozwolą koleżance pomóc w przejściu na łóżko czy zostaną na noc u znajomych, którzy od dawna namawiają, że przecież sobie poradzą.

Druga z poruszonych kwestii to właśnie pieniądze:

,,Przy zaniku mięśni – chorobie czyniącej ze mnie osobę zależną – szybko zrozumiałam, że niezależność kryje się w pieniądzach. Podróże zawsze były droższe – transport musiał być przystosowany. Dobry jakościowo wózek swoje kosztuje. Transport międzymiastowy nie zawsze jest przystosowany. Wyprowadzka na studiach na wynajęte mieszkanie nie wchodziła w grę – wynajmowane nigdy nie jest przystosowane. Wiedziałam, że muszę mieć swoje pieniądze, by osiągnąć cel.”

Zdecydowanie zgadzam się, że pieniądze pozwalają na dużo większy zakres niezależności w podejmowaniu decyzji. Jednak aby je mieć trzeba je najpierw zarobić. Jakie miałaś problemy zaczynając swoje życie zawodowe? Czy będąc na wózku i mając ,,białe” CV można się gdzieś wybić? Czy często spotykałaś się z dyskryminacją (również w kwestii pieniędzy otrzymywanych za swoją pracę) podejmując pracę? Czy rynek pracy w Polsce jest przystosowany dla osób z niepełnosprawnościami?

Co zrobiłabyś gdybyś dziś dowiedziała się, że wygrałaś milion ale pod warunkiem, że wydasz go w tydzień? J Czy w Polsce da się żyć z samego pisania?

Mam dużo szczęścia, ponieważ zawsze byłam bardzo aktywna. Zaczęłam zarabiać jako nastolatka, pisząc teksty na zamówienie. Pisałam tego naprawdę bardzo dużo. Z zarobionych pieniędzy wydałam książkę. Poszłam też na studia. Fundacja sama się mną zainteresowała, bo widziała moje aktywności. Chodziłam z ulotkami, bo jedna agencja modelek szukała kogokolwiek. Moje CV nigdy nie było białe, choć gdy zaczynałam w tekstach to oczywiście od żałośnie niskich stawek, byle tylko wyrobić sobie opinie i rekomendacje.

Są w Polsce osoby, które żyją z samego pisania, ale to nieliczni szczęśliwcy. Ja wielu nie znam.

A co bym zrobiła z milionem? Część zainwestowała w mieszkanie pod wynajem, by zarabiało samo na siebie, a resztę wydała na podróże. Umiem zarabiać i inwestować, więc bez żalu wydałabym na wspomnienia, bo one są cenniejsze od wszystkiego innego.

Jesteś bardzo aktywną osobą. Jak najchętniej spędzasz wolny czas?

A co to jest wolny czas? (śmiech) A tak na serio to z bliskimi. Kino, planszówki, karcianki, spacery, podróże. Te małe, i te duże.

Jak są Twoje najbliższe podróżnicze plany? Czy któreś miejsce na świecie jest Ci szczególnie bliskie i mogła byś je polecić?

Planów aktualnie nie mam, nad czym ubolewam, ale zaczęłam prowadzić zajęcia na uczelni i to mocno ingeruje w mój grafik.

Absolutnie uwielbiam Helsinki i Paryż, zakochałam się także w Rzymie, w szczególności w Coloseum. Niesamowita jest Francja ze swoimi winiarniami i malowniczymi wioskami… A w Polsce ostatnio zakochałam się w Łodzi – nawet nagrałam vloga co warto zobaczyć – i uwielbiam nasze morze. Jest piękne i mroczne.

Na koniec chciała bym Cię prosić czy masz jakiś cytat, przesłanie lub myśl którą chciała byś się podzielić z czytelnikami?

Ryzykujcie i wygrywajcie. Tego Wam życzę.

Serdecznie dziękuję za poświęcony czas.

Również dziękuję!

25 Replies to “Lekcja grozy – rozmowa z Sylwią Błach”

  1. Wspaniała osobowość. Kobieta, która może być inspiracją dla wielu z nas. Życzę realizacji wszystkiego, co w planach i marzeniach. Fantastyczny wywiad.

  2. Piękna i inspirująca rozmowa! Widzę, że mamy podobne zainteresowania – pisarstwo, blogowanie i programowanie. Gratuluję pojawienia się na Liście Mocy i życzę dużo zapału w dalszym działaniu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *