„Pisanie jest moją pasją” – rozmowa z Moniką Anną Oleksą

„Pisarka, eseistka, blogerka. Lektor języka angielskiego i businesswoman, prowadząca własną działalność.W ciągu dnia próbuje zarazić dzieci, młodzież i dorosłych miłością do języka angielskiego. Po zmroku chowa się w świecie fikcji i fantazji, którą przelewa na papier. Lubi obserwować życie i wplatać je w kartki swoich książek. Marzycielka z duszą wrażliwą i otwartą na drugiego człowieka Pisanie jest jej pasją od zawsze. „

Zapraszam do czytania.

Jak zaczęła się Pani przygoda z pisaniem? Czy pamięta Pani swoją wczesną twórczość?

Moja przygoda z pisaniem… W języku angielskim jest takie przysłowie – „to be born with a silver spoon in one’s mouth”, co tłumaczy się naszym polskim przysłowiem „być urodzonym w czepku”. Ja natomiast mówię o sobie – „She was born with a pen in her hand!”. Urodzona z piórem w ręku. Tak to czuję. Pisałam, odkąd pamiętam. Wierszyki, opowiadania i książki, opisujące świat, na który patrzyłam oczami dziecka. Zapisywałam zeszyty, a moją pierwszą „książkę” napisałam w bloku technicznym, aby kartki się tak szybko nie poniszczyły od przewracania przez tyle rąk w rodzinie :).  To była opowieść o psie, o którym marzyłam całe dzieciństwo. Moja mama kategorycznie się na niego nie zgadzała, więc go sobie wymyśliłam i z wizualizowałam. Do dziś tak robię, nauczyłam się opisywać w książkach swoje marzenia, które wplatam w treść, i czekam, co mi życie przyniesie. Pisałam więc od zawsze, odkąd pamiętam.

Pisze Pani w dość nietypowy sposób, ponieważ wszystkie tworzone przez Panią teksty powstają na papierze, a dopiero później przepisuje je Pani na komputer. Czy od zawsze tak było? Skąd taki sentyment do rękopisów? Czy proces ten znacząco wpływa na ilość wydawanych przez Panią tekstów?

Od zawsze pisałam na papierze, a od pierwszej powieści – „Miłość w kasztanie zaklęta”, piszę piórem, czarnym atramentem, w zeszycie A4, najczęściej i najchętniej w kratkę. Nie umiem inaczej. Pusta kartka zeszytu jest dla mnie tajemnicą, którą chcę z niej wydobyć; pusty ekran jest natomiast bezduszny i powoduje we mnie chaos, rozproszenie i pustkę. Przez to, że piszę ręcznie, proces twórczy i wydawniczy znacznie się wydłuża, bo tekst najpierw powstaje w zeszycie, a potem sama go przepisuję, zupełnie jak matka, która jak najpóźniej chce wypuścić spod swoich opiekuńczych skrzydeł dziecko. Ale myślę, że nawet gdybym od razu pisała na komputerze, moje książki nie pojawiałyby się na rynku częściej. Ja piszę – czyli tworzę coś, pod czym nie wstydzę się podpisać swoim nazwiskiem. Biorę odpowiedzialność za każde utrwalone słowo, za każde przesłanie książki. Ja ich nie produkuję masowo, choć teraz niestety tak jest – im więcej i głośniej jesteś obecna, tym bardziej współczesny świat cię ceni. Po swojemu, bo równie szybko o tobie zapomina. Ja piszę, bo to jest moja pasja, a od pewnego czasu traktuję to również jak pewnego rodzaju powołanie. Nie ilość, ale jakość. Nie słowotok, ale treść – dobra, wartościowa, pozostawiająca w czytelniku wiele emocji i skłaniająca do stawiania pytań.  

,,Uśmiech mima” –  to Pani pierwsza książka, która została wydana. Czy do jej napisania ktoś Panią zachęcał, czy była to Pani decyzja? Co przyczyniło się do tego, że postanowiła ją Pani wydać?

„Uśmiech Mima” to klucz, który dostałam od mojego Męża po to, abym odnalazła drzwi do swoich marzeń. Jest to zbiór opowiadań, które pisałam jako bardzo młoda kobieta. To był ten początek, od którego zaczyna niemal każdy pisarz. Pisałam te opowiadania, wylewając z siebie wszystkie emocje, które we mnie w tamtym czasie były. Napisałam opowiadania o pragnieniach i tęsknocie kobiet, i o marzeniach, o które zawsze warto walczyć. O moje zawalczył mój mąż – wziął kredyt w banku i wydał tę książkę po to, abym w siebie i w swoje pisanie uwierzyła. To był najpiękniejszy prezent, jaki od Marcina dostałam. Książka i spełnione marzenie, a z nim kroki ku temu, aby uwierzyć w siebie.

Czy młodemu autorowi ciężko jest się ,,wbić” na rynek i czy wydawcy są zainteresowani poszukiwaniem  nowych pisarzy?

Myślę, że obecnie młodym autorom jest znacznie łatwiej niż kiedyś „wbić” się na rynek. Wydaje się wszystko, nawet tak zwany „rubbish”, czyli słowotoki. Niedawno usłyszałam od jednej z czytelniczek słowa, które są niestety smutną prawdą – dziś więcej osób pisze książki niż je czyta. Jest to z ogromną szkodą dla czytelnika, bo nie wszyscy wydawcy wartościują wydawane pozycje i kończy się na tym, że jesteśmy zalewani pseudo literaturą – niedopracowaną, naiwną i marnie napisaną. Jeśli ktoś, kto generalnie mało czyta, sięgnie z ciekawości po taką pozycję, najczęściej zachęcony piękną okładką lub medialnym szumem wokół tej pozycji, zrazi się do literatury polskiej i nie sięgnie po coś naprawdę wartościowego. Tak to działa. Jeśli naprawdę chcę pisać, muszę brać odpowiedzialność za to, jak to robię i co oferuję czytelnikowi. 

W Pani dorobku literackim znajdują się już kilka książek między innymi: ,,Ciemna strona miłości”, ,,Miłość w kasztanie zaklęta” czy ,,Niebo w kruszonce”. Wszystkie one są rozważaniem na temat relacji między ludźmi i miłości. Dlaczego akurat ta tematyka jest Pani tak bliska? Czy oprócz literatury obyczajowej i romansu próbowała Pani swoich sił w innym gatunku?

Najpierw zacznę od sprostowania – nigdy nie napisałam romansu i nigdy tego nie zrobię. Moje książki włożyłabym na półkę Psychologiczno – Obyczajowe, nigdy Romans. Wszystkie moje powieści dotyczą życia i międzyludzkiej relacji. I w każdej jest to towarzyszące człowiekowi od jego stworzenia pragnienie miłości. Potrzebujemy mieć wokół siebie ludzi, których my sami obdarujemy miłością, i którzy ofiarują tę miłość nam. Bez miłości człowiek więdnie, usycha i obumiera po kawałku. Jest ważna, nawet jeśli twierdzimy, że doskonale sobie bez niej poradzimy. Obserwuję życie, podglądam ludzi, słucham ich i z nimi rozmawiam. I tak powstają moje ksiązki, splatane z najzwyklejszego życia. 

Którą książkę uważa Pani za swój największy sukces i dlaczego?

Nigdy nie postrzegałam żadnej ze swoich książek jako sukcesu. Nie piszę dla popularności i bycia „kimś”, bo kimś jestem przez to, jaka jestem jako człowiek. Myślę, że to pytanie powinno być zadane czytelnikom – która książka mojego autorstwa jest tą ukochaną, tą, która najbardziej przemówiła i zostawiła po sobie ślad. Bardzo lubię „Samotność ma twoje imię”, choć moją ulubioną powieścią jest „Ciemna strona miłości”. Ale nie sądzę, że można mówić o nich w kategorii – sukces. Owszem, dla mnie, mój prywatny, bo udało mi się opisać ważne historie i ocalić coś od zapomnienia.

Czy ma Pani autorów, polskich lub zagranicznych którzy są dla Pani inspiracją?

Od dzieciństwa inspiracją była Lucy Maud Montgomery i jej seria książek o Emilce (oczywiście najpierw była Ania, ale to Emilka stała się tą, która popchnęła mnie do walki o marzenia). Bardzo lubię powieści Hanny Kowalewskiej, sięgając po jej książkę wiem, że to naprawdę dobra i wartościowa literatura i kupuję w ciemno wiedząc, że się nie zawiodę! A z zagranicznych… Charles Martin, Nina George i Jane Green. Może nie szukam u nich inspiracji, bo piszę swoim własnym stylem i według tego, co czuję, ale bardzo lubię książki tych autorów i naprawdę je polecam!  

Jak wygląda Pani zwykły dzień? Czym zajmuje się Pani na co dzień? Czy pogodzenie pisania z codziennymi obowiązkami bywa trudne?

Mój zwykły dzień to nieustanny pośpiech. Pisanie to pasja, na którą codzienność nie zostawia za dużo czasu .Jestem lektorem języka angielskiego i prowadzę własną firmę. Uczę, i tłumaczę przeróżne teksty, próbując jednocześnie przekazać moim uczniom nie tylko wiedzę, ale i wartości, które nigdy się nie dewaluują. Wstaję rano, czego nie lubię, bo zdecydowanie jestem sową. Jadę do pracy, potem mam czas na kawę i wczesny obiad, a potem znowu praca, do wieczora. Do domu wracam późno, i najczęściej tak zmęczona, że sił na pisanie już brakuje. W to wszystko wplatam jeszcze bycie full-time Mum. Staram się bardzo codziennie spędzać czas z moimi synami, a późnym wieczorem usiąść przy dużym stole z mężem, aby wyciszyć emocje dnia. Pogodzenie pisania z codziennymi obowiązkami jest bardzo trudne, ale wszystko co powstaje w trudzie, ma wartość. 

Co jest najtrudniejsze w pisaniu, a co jest najprzyjemniejszą stroną w tej pracy?

Najtrudniejsze są momenty, gdy wiem o czym mam napisać, ale brakuje słów, którymi chciałabym to opisać. Słowa są dla mnie ogromnie ważne. Dobieram je starannie, nie pozwalam sobie na zapełnianie stron byle czym, aby tylko napisać. Muszą tak wkomponowywać się w treść książki, aby dla czytelnika śledzenie ich było przyjemnością i zatrzymaniem w świecie nieustannej paplaniny, hałasu i słowotoku. Staram się, aby były wyciszeniem i czymś, co skłoni do refleksji. To nie jest proste, bo trzeba się oddać książce w całości,  z głową nie zaprzatniętą tysiącem innych myśli. Najprzyjemniejsze jest tworzenie, sunięcie piórem po chropowatej kartce papieru i przelewa nie na papier tego, co podszeptuje serce i wyobraźnia. Najtrudniejsze – przepisywanie i korekta po korekcie wydawcy. Żmudna i nudna! praca. 🙂

Czy pisanie traktuje Pani jako zawód czy bardziej jako pasję?

Zdecydowanie jest to moja pasja!

Czy Pani bohaterowie wzorowani są na prawdziwych ludziach z Pani życia czy jest to w całości fikcja literacka?

Wszyscy główni bohaterowie są wytworem mojej wyobraźni, ale myślę, że niemal każdemu z nich użyczam coś od siebie. Wszystkie powieści dotykają zwyczajnych ludzkich spraw, dlatego dużo w nich prawdy – tej, której sama doświadczyłam czy zaobserwowałam, i tej, o której usłyszałam w rozmowach z ludźmi. Piszę o tym, co widzę oczami wyobraźni, ale przez to, że moje powieści są tak bardzo wpisane w zwyczajną ludzką codzienność, wielu czytelników potrafi tam odnaleźć swoją historię. 

Lublin jest dla Pani ważnym miastem, skąd wzięła się Pani miłość do tego miasta? Czy to było ,,zakochanie” od pierwszego wejrzenia, czy sympatia przyszła z czasem?

Lublin to moje miasto rodzinne. Tutaj się urodziłam i to miasto wybrałam już świadomie jako te, w którym chcę mieszkać. Kocham Lublin i jestem dumna z tego, że jestem lublinianką, ale do tej miłości dojrzewałam wraz z wiekiem. Jako dziecko nie potrafiłam dostrzec w nim piękna i niczym mnie nie zachwycało. Potrzebowałam czasu, doświadczenia i życiowej mądrości, aby spojrzeć na nie inaczej. Dziś mówię z pełną świadomością, że to moje miasto, które kocham.

Czy spodziewała się Pani tak pozytywnego odzewu ze strony czytelników na Pani twórczość?

Czy się spodziewałam… Wierzyłam bardziej, niż się spodziewałam. Myślę, że jest we mnie dużo pokory i wszystko przyjmuję z wdzięcznością. Wierzę, że dobra sztuka broni się sama i wiem, że czytelnicy cenią to, że szanuję ich intelekt i piszę tak, jak piszę. Do ludzi, z serca i po to, aby dzielić się dobrem. I aby coś w książce przekazać, zawsze dając nadzieję. Bo w nią wierzę. 

Czy pracuje Pani w tej chwili nad kolejną książką? Jeśli tak, to proszę uchylić rąbka tajemnicy i zdradzić coś o niej…

W tej chwili intensywnie pracuję nad obiecaną czytelnikom powieścią „Galeria na Złotej”. Wracamy do Lublina i do jednej z bohaterek „Nieba w kruszonce”, Emilii, która jest tak cudną postacią, że zupełnie nie chce mi się z tej nowej książki wychodzić! 🙂 Myślę, że czytelnik również poczuje ten wyjątkowy klimat galerii na Starym Mieście i będzie chciał pozostać z tą książką jak najdłużej. 😀

Ma Pani dwóch synów, czy któryś z nich zamierza iść w Pani pisarskie ślady?

Sądzę, że obaj, bo obaj piszą. Starszy zdecydowanie lepiej czuje się w krótszych formach dziennikarskich, młodszego kusi proza i dłuższe formy. Wierzę, że będą pisać i że jak już zaczną to robić, będą pisać naprawdę dobrze, ceniąc wartość słowa.

Ile czasu poświęca Pani na pisanie nowej historii? Co najbardziej Panią inspiruje?

Pisanie książki zajmuje mi około półtora roku, czasami dłużej, choć „Tylko morze zapamięta” udało mi się napisać w rok. Książka potrzebuje czasu, aby dojrzeć w pisarzu i ujawnić to, co najważniejsze i co czytelnik naprawdę doceni.

Niedawno ukazała się Pani książka: ,,Tylko morze zapamięta”. Czy obecnie pracuje Pani nad innym projektem lub ma pomysł na kolejną książkę? Jeśli tak to czy zechciałaby Pani uchylić rąbka tajemnicy?

Jak już wspomniałam, pracuję teraz nad „Galerią na Złotej”, ale ponieważ „Tylko morze zapamięta” kończy się słowami – Koniec części pierwszej, zobowiązałam się wobec czytelników do części drugiej, i bardzo liczę na to, że w czasie najbliższej trasy autorskiej nad morzem, Maks Szymoniak – główny bohater „Tylko morze zapamięta”, coś mi tam podszepnie, a ja to zapiszę…

Bierze Pani udział w spotkaniach na żywo z czytelnikami, gdzie i kiedy można będzie Panią spotkać?

Od 28 stycznia do 2 lutego byłam w Gminie Darłowo i w ukochanych nadmorskich Dąbkach, a w marcu ponownie zamierzam odwiedzić Wielkopolskę, ale o szczegółowym planie spotkań na bieżąco będę informowała na swojej stronie autorskiej na Facebooku.

Chciałabym prosić, czy ma Pani może jakiś cytat, przesłanie lub myśl, która jest dla Pani ważna i którą mogła by się Pani podzielić z czytelnikami.

Moje przesłanie dla czytelników Twojego, Izo, bloga:

To nieprawda, że rzeczy dzieją się same i że nie mamy wpływu na nasze życie. Naprawdę wiele od nas samych zależy, spełnione marzenia też. Jeśli w nie naprawdę mocno uwierzymy, damy samym sobie szansę na to, aby ruszyć drogą w stronę ich realizacji. Często niemożliwe staje się możliwe właśnie przez to, że odważymy się zrobić krok wychodzący poza granice, które sami sobie stawiamy. Wystarczy uwierzyć, i chcieć coś z tą wiarą zrobić.

Pozdrawiam wszystkich najserdeczniej.

Monika Anna Oleksa

13 Replies to “„Pisanie jest moją pasją” – rozmowa z Moniką Anną Oleksą”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *