„Wierze, że uda nam się w końcu zbliżyć na tyle nasze sportowe światy, że na dobre staną się jednym światem.” – Rozmowa z Wojciechem Makowskim

Za swoje osiągnięcia w pływaniu ma niejeden medal. Niedawno nagrał płytę, a w planach ma napisanie książki. O kim mowa? Wojciech Makowski zapraszam do czytania wywiadu z jego udziałem.

Pływanie to jedna dyscyplin Igrzysk Paraolimpijskich. Jakie są różnice między zasadami dla osób z niepełnosprawnościami i osobami pełnosprawnymi

Tak naprawdę zasady są praktycznie identyczne. W każdej dyscyplinie paraolimpijskiej chodzi przede wszystkim o to samo, czyli żeby było jak najszybciej czy jak najdalej. Jedyną znaczącą różnicą od sportu sprawnych zawodników jest to, że parasportowcy są podzieleni na klasy startowe, żeby uniknąć sytuacji, w której np. zawodnik poruszający się na wózku miałby rywalizować z niewidomym, lub z kimś, kto nie ma np. jednej ręki. I tak w para pływaniu mamy 14 takich klas: 10 przeznaczonych dla zawodników z niepełnosprawnościami ruchowymi, 3 dla zawodników z problemami wzroku, w tym jest jedna dla tych zupełnie niewidomych, w której startuję ja, a do ostatniej należą osoby z niepełno sprawnościami intelektualnymi. Każda dyscyplina ma swoje wewnętrzne regulacje odnośnie klas startowych, ale taki, bądź zbliżony podział zawodników sprawia, że rywalizacja jest sprawiedliwa. Ponadto, czasem stosuje się pewne nietypowe rozwiązania, które są niezbędne, aby para sportowiec nie zrobił sobie krzywdy w czasie startu, jak choćby tzw. Tapering w pływaniu. Polega to na tym, że kiedy ścigają się zawodnicy niewidomi, przy obu końcach basenu stoją taperzy ze specjalnymi tyczkami w rękach i kiedy pływak zbliża się do ściany, uderzają go taką tyczką, dając mu w ten sposób sygnał do nawrotu bądź finiszu. Dzięki temu można być pewnym, że niewidomi pływacy nie połamią sobie rąk czy kręgosłupów przez niepostrzeżone spotkanie z brzegiem basenu. Delikatną różnicę można zauważyć też na bieżni czy torze kolarskim w przypadku biegaczy z niepełnosprawnością wzroku, gdzie często startują oni w parze ze swoim przewodnikiem, który dba o to, żeby poruszali się po odpowiednim torze i bezpiecznie dotarli do mety. Niektóre dyscypliny są nieco zmodyfikowane tak, aby mogli rywalizować w nich też zawodnicy z niepełno sprawnościami ruchowymi, jak np. siatkówka na siedząco, koszykówka na wózkach czy szermierka na wózkach, ale istnieją też takie, których w spisie sportów olimpijskich nie znajdziemy w ogóle, np. Boccia czy goalball. Pomijając jednak te różnice czysto techniczne, to podstawowa zasada jest niezmienna: musi być jak najszybciej, lub jak najdalej, co wymusza oddanie się treningowi dzień w dzień przez cały rok, jak również posiadanie optymalnych warunków do spokojnego przygotowania się do zawodów, z czym w Polsce niestety nie jest dobrze.

Jak zaczęła się Twoja z pływaniem ?

Pierwszy raz na basen poszedłem jeszcze jako małe dziecko, w pierwszej klasie szkoły podstawowej. Jako, że mój tata i brat byli pływakami, rodzice zdecydowali, że dobrze by było, żebym i ja nauczył się pływać. Zapisali mnie na zajęcia nauki pływania do klubu Arka Kielce, gdzie też trenował wtedy mój brat, tylko, że oczywiście już w sekcji seniorskiej. Swoje pierwsze kopnięcia w wodzie zrobiłem wśród normalnie widzących dzieciaków, którzy, tak jak i ja, rozpoczynali swoją przygodę z pływaniem na tzw. Małym basenie.

Jak wygląda Twój trening?

Mój trening wygląda praktycznie identycznie, jak trening w pełni sprawnego pływaka. Wskakuję do basenu i zasuwam zwykle przez dwie godziny dziesięć razy w tygodniu, raz szybciej, raz wolniej, w zależności jakie obszary wytrzymałości akurat trenujemy. Na treningu przepływam od trzech, do nawet 6,5 km, w zależności od jego rodzaju. Od tego sezonu jestem zawodnikiem UKS G-8 Bielany’ klubu, w którym trenują sami pełnosprawni pływacy, a moim trenerem jest Kacper Rodziewicz. Nasz program treningowy jest bardzo zróżnicowany. Oprócz zajęć w wodzie, chodzimy też na siłownię kilka razy w tygodniu, robimy różne ćwiczenia przed wejściem do wody, także pracy jest naprawdę sporo. Można powiedzieć, że nasza koncepcja jest mocno nowatorska jak na polskie realia, ponieważ nie wielu niepełnosprawnych zawodników ma możliwość być częściom tak dużego klubu i ma obok siebie tak zaangażowanego i głodnego rozwoju trenera, jak ja. Nie łatwo było mi znaleźć się w tym miejscu, w którym jestem obecnie, ponieważ sport osób niepełnosprawnych w Polsce jest mocno zmarginalizowany i nie wielu trenerów jest zainteresowanych prowadzeniem zawodników z niepełnosprawnością ze względu na brak większych profitów z tego tytułu. Podsumowując, mój trening przebiega tak, jak każdy inny trening pływacki z tą różnicą jedynie, że po obu stronach basenu na linach rozwieszam sobie takie elastyczne linki, które informują mnie, kiedy zbliżam się do ściany i muszę wykonać nawrót. Pozwala to trenować zupełnie samodzielnie, bez ciągłej asysty taperów, o których wspominałem nieco wcześniej.

Który styl jest Twoim ulubionym?

Moim ulubionym stylem jest ten, którym udaje mi się osiągać najlepsze wyniki, czyli styl grzbietowy. To właśnie płynąc grzbietem wywalczyłem srebro podczas Igrzysk Paraolimpijskich w Rio w 2016 r., Mistrzostwo Świata w Meksyku rok później, czy Mistrzostwo Europy tuż przed Igrzyskami. Mam nadzieję, że ten mój grzbiet nadal pozostanie dla mnie łaskawy i będzie mnie niósł przez kolejne baseny na Świecie.

Jaki jest Twój największy sukces sportowy?

Każdy medal, jaki udało mi się zdobyć na arenie międzynarodowej, jest dla mnie bardzo ważny i jest dla mnie naprawdę dużą sprawą, niezależnie od koloru, miejsca i czasu. Teoretycznie, najważniejszym jest ten, zdobyty podczas Igrzysk w Rio, ale jak zawsze powtarzam, nigdy nie dyskryminuję żadnego medalu i nie chcę tworzyć żadnych rankingów ważności. Za każdym z nich stoi kawał ciężkiej pracy, dziesiątki kilometrów przepłyniętych w wodzie i długotrwałe przygotowania fizyczne i psychiczne do startu.

Masz osobę, która jest dla Ciebie sportowym autorytetem?

Wydaje mi się, że takim autorytetem sportowym jest dla mnie Karol Bielecki. Ten gość pokazał, że miłość do sportu może pomóc podnieść się po nawet, wydawałoby się, nokautującym ciosie. Ostatnimi czasy dużo pracujemy z trenerem nad moją techniką pływania, która mi się rozleciała przez kontuzję barku, której doznałem niecały rok po Igrzyskach. Od tamtej pory czuję, że nie pływam tego, co wcześniej i mimo, że jesteśmy coraz bliżej, żeby ją naprawić, czasem łapie mnie niechęć i poczucie bezradności. Często wtedy przypomina mi się historia Karola i mówię sobie, że skoro on był w stanie wrócić na parkiet tak samo silny, zdobyć puchar Ligi Mistrzów z moim ukochanym Vive i zostać jej królem strzelców pomimo utraty oka, to mi też w końcu uda się uporać ze swoimi problemami. Patrząc na sprawę z przymrużeniem oka, przynajmniej utrata wzroku mi nie grozi.

Start w zawodach wiąże się z dużym stresem jak sobie z nim radzisz?

Każdy wyścig to są duże emocje i przygotowanie fizyczne to nie wszystko. Bardzo ważne jest, aby nie spanikować przed żadnym z nich i nie pozwolić strachowi przejąć kontroli nad organizmem. Taka reakcja może zniweczyć efekty nawet idealnego treningu, dlatego bez odpowiedniego nastawienia psychicznego, dobry start jest niemożliwy. Sam na początku miałem z tym kłopot i pamiętam, jak podczas moich pierwszych Mistrzostw Europy trzęsły mi się nogi zaraz przed startem, kiedy stałem już na słupku. Ja podchodzę do sprawy tak, jakbym sam dla siebie był psychologiem. Zawsze staram się określać precyzyjnie słowami to, co wywołuje u mnie strach i tłumaczę sobie, dlaczego nie warto się tego bać. Dodatkowo dążę do tego, żeby minimalizować presję. Nastawiam się tak, aby nie bać się ewentualnej porażki i nigdy nie wyolbrzymiam ich potencjalnych skutków. Takie zabiegi sprawiają, że czuję się zwyczajnie swobodnie i nie boję się tego, co zaraz nastąpi. Każdy może nieco inaczej podchodzić do tematu, ale pewnym jest, że przygotowanie psychiczne należy stawiać na równi z przygotowaniem fizycznym do zawodów.

Czy podczas zawodów napotykasz na jakieś trudności i jak sobie z nimi radzisz?

Największym utrudnieniem w trakcie zawodów jest dla mnie to, że cały czas muszę poruszać się z kimś po obiekcie. Potrzebuję, żeby ktoś poszedł ze mną na rozgrzewkę, potem zaprowadził mnie do przebieralni, następnie na start do słupka, a po wszystkim zholował z powrotem z brzegu basenu. Moje starty są więc niejako uzależnione od osób trzecich, przede wszystkim od obu taperów, którzy mnie pukają na nawrocie i finiszu. Ich rola jest bardzo istotna i momentami to sprawia, że nie czuję się wystarczająco samodzielnie. Tak to jednak wygląda w przypadku wszystkich niewidomych pływaków i można powiedzieć, że specyfika tego sportu jest taka, a nie inna. Jedyne co można zrobić, to doceniać tych, którzy są cały czas obok Ciebie, bo tworzy się w ten sposób prawdziwy team!

Czy podczas swojej dotychczasowej  kariery sportowej miałeś momenty kiedy chciałeś zrezygnować z pływania ja udało Ci się to przetrwać?

Miałem kilka takich momentów, ale najpoważniejszy kryzys dopadł mnie ostatniego lata. Nie chcę na razie wchodzić zbyt głęboko w szczegóły, chyba jeszcze nie czuję się na to gotowy, ale z grubsza sytuacja wyglądała tak, że potrzebowałem zmiany otoczenia treningowego. Poczułem, że popadam w rutynę, wyniki stanęły w miejscu, a nawet były słabsze niż kiedyś. Myślę, że wielu sportowców osiągnęło taki stan w trakcie swojego życia sportowego. Długo jednak nie mogłem znaleźć alternatywy dla siebie, ponieważ jak już wspomniałem, nie ma wielu trenerów chętnych trenować sportowców niepełnosprawnych, gdyż jest to zbyt duża fatyga w porównaniu do wynagrodzenia, co z resztą zdecydowanie rozumiem. Mało kto może pozwolić sobie w dzisiejszych czasach na pracę praktycznie za darmo. Mocno jednak mnie to zabolało, że jako medalista Igrzysk Paraolimpijskich, nie stanowię właściwie dla nikogo interesującego materiału do współpracy i przez to moje poczucie wartości jako sportowca runęło na łeb, na szyję. Prawie podjąłem już wtedy decyzję, że mam dosyć, że kończę z tym, bo to ślepa uliczka. Nie zrobiłem tego dzięki mojej narzeczonej – Magdzie, która cały czas cierpliwie przy mnie była; jest naprawdę silną i wyjątkową kobietą. Upewniała mnie w przekonaniu, że w końcu mi się uda, że w końcu trafię pod odpowiedni adres i faktycznie tak się stało. Szczęśliwym zrządzeniem losu trafiłem na mojego obecnego trenera – Kacpra, który z resztą sam niegdyś był pływakiem i też rywalizował wśród zawodników niepełnosprawnych, a od kilku lat prowadzi swoją grupę pływacką. Zgodził się mnie przyjąć do siebie i od tamtej pory pracujemy razem. Trzeba też wspomnieć o Panu Karolu Zarajczyku – prezesie firmy Ursus, który zdecydował się mnie wspierać indywidualnie w drodze do przyszłorocznych Igrzysk w Tokio. Bez jego pomocy nie byłoby mnie stać nawet na dojazdy na treningi czy opłacenie sobie toru. Mogę dlatego śmiało powiedzieć, że gdyby nie Ci ludzie, nie byłoby już parapływaka – Wojtka Makowskiego, a dzięki nim pracuję dalej, chociaż jeszcze wiele przeszkód majaczy na naszym horyzoncie.

Jakie są Twoje najbliższe plany sportowe?

Moje najbliższe plany są takie, aby jak najlepiej przygotować się do tegorocznych Mistrzostw Świata. Tutaj pojawia się jednak kolejna zagwozdka, ponieważ o zgrozo jeszcze nie wiadomo, gdzie się one odbędą. Jest to sytuacja całkowicie bezprecedensowa. Pierwotnie miała zorganizować je Malezja, ale pod koniec stycznia, po zmianie tamtejszej władzy, polityczni decydenci odmówili wpuszczenia sportowców z Izraela, gdyż wszyscy obywatele tego kraju mają zakaz wjazdu do Malezji i to spowodowało, że Mistrzostwa musiały zostać przeniesione, dokąd jednak i na kiedy dokładnie, tego jeszcze nie wiadomo. Komplikuje to nieco cały proces przygotowawczy, ale czekamy w miarę spokojnie robiąc cały czas swoje.

Czy poza pływaniem próbowałeś swoich sił w innych dyscyplinach sportowych?

Oczywiście, że próbowałem swoich sił w innych sportach. Mimo tego, że nauczyłem się pływać bardzo wcześnie, to przez większość życia robiłem to amatorsko, dla swojego rozwoju i przyjemności. Za wyczynowy sport zabrałem się dopiero po dwudziestym roku życia, ale było to możliwe tylko dlatego, że w międzyczasie bardzo dużo się ruszałem. Rodzice wpoili mi potrzebę ruchu od małego. W gimnazjum miałem epizod biegowy, zdobyłem nawet srebrny medal na Juniorskich Mistrzostwach Polski w biegu na dystansie dwustu metrów z przewodnikiem. Nie znalazł się jednak wtedy żaden chętny, aby pomagać mi się rozwijać dalej w tym kierunku, dlatego zainteresowałem się siłownią. Miałem świetnego nauczyciela od WF-u w liceum, który bardzo często ze mną ćwiczył na lekcjach i tak zafascynowałem się wyciskaniem sztangi leżąc. Wziąłem nawet udział w kilku zawodach w tej kategorii właśnie dzięki niemu, a łącznie spędziłem na siłowni 5 lat. Chodziłem na nią jeszcze po przyjeździe do Warszawy na studia, aż w końcu trafiłem z powrotem na basen.

Poza pływaniem Twoją pasją jest muzyka. Niedawno nagrałeś płytę skąd taki pomysł?

Nagranie płyty było moim kolejnym marzeniem, które udało mi się spełnić. Jestem fanem rapu, odkąd właściwie tylko pamiętam. Na początku nie bardzo rozumiałem wszystkiego, bo zapoznając się z kulturą hip-hopu, byłem jeszcze dzieckiem. Bardzo mi jednak przypadł do gustu taki sposób przekazu i szybko stwierdziłem, że też bym chciał tak rymować, jak ci raperzy. Pierwszy raz w studiu nagrań byłem mając jedenaście lat, ale wtedy to była przede wszystkim zabawa. Pierwszy poważniejszy projekt pt. „Czego Oczy Nie Widzą” nagrałem pięć lat temu. Chciałem jednak w pełni dopiąć swego i nagrać całkowicie legalną i profesjonalną płytę. Dokonało się to nareszcie z początkiem bieżącego roku, kiedy to ukończyłem pracę nad krążkiem „Na Węch”. Znalazło się na nim 15 utworów na producenckich bitach czyli podkładach muzycznych, a jeden został nawet nagrany na żywych instrumentach w studio u mojego dobrego znajomego – Damiana Pietrasika. Efekty całej pracy można odsłuchać na moim kanale na Youtube, a chętni mogą nabyć fizyczną wersję płyty przez stronę:http://www.nawech.pl

Jak długo trwało nagrywanie płyty?

Pływanie jest maksymalnie absorbującym sportem, dlatego sporo czasu zajęło mi nagranie i domknięcie wszystkich prac związanych z płytą. Pamiętam, że pierwsze teksty na ten projekt zacząłem pisać jeszcze przed Igrzyskami w Rio, czyli niemal trzy lata temu.

Masz osobę, która jest dla Ciebie autorytetem w muzyce?

Raperem, którego podziwiam, jest zdecydowanie O.S.T.R. Oprócz tego, że jest świetnym tekściarzem, jest uzdolniony muzycznie, sam jest w stanie robić sobie bity; można powiedzieć, że jest prawdziwą maszyną rapową. W dodatku ma swój styl i nie zmienia go, jak większość raperów, pod wpływem nowoczesnych, nie do końca akceptowanych przeze mnie trendów.

Masz w planach nagranie kolejnej płyty?

Póki co, całą swoją uwagę skupiam na sporcie i oczywiście na ślubie z moją narzeczoną, który bierzemy już we wrześniu. Raczej nie myślę o kolejnej płycie. Może nagram kilka, zupełnie luźnych, pojedynczych utworów dla przyjemności, ale to by było na razie na tyle.

Skąd czerpiesz motywacje do działania?

Mam taką filozofię, że w życiu powinno zajmować się tym, co pozwoli godnie żyć, ale też będzie sprawiało przyjemność, no bo w końcu nie żyjemy za karę, przynajmniej mam taką nadzieję. Kocham sport, mam wokół siebie dobrych, zaufanych ludzi i dzięki temu czuję się dobrze. Przysiągłem sobie też kiedyś, że nie pozwolę, żeby brak wzroku wpływał na jakość mojego życia, dlatego robię wszystko, żeby czerpać maksymalną satysfakcję z każdego dnia. Staram się nie marnować czasu, bo nikt z nas nie wie, ile tak naprawdę go ma i chyba właśnie to motywuje mnie najbardziej.

Planujesz napisać książkę. Możesz uchylić rąbka tajemnicy o czym ona będzie?

To prawda, od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie napisanie książki. Nie chciałbym jednak stworzyć czegoś na kształt pamiętnika z życia niewidomego, czy jakiejś zwykłej autobiografii. Mam pewien zarys w głowie, ale mam też poczucie, że jeszcze nie nadszedł ten moment, żeby się za to zabrać. Jak zwykło się mówić: na wszystko przychodzi odpowiednia pora.

Masz może przesłanie, którym chciałbyś się podzielić z czytelnikami?

Szczerze powiedziawszy, kłębi się we mnie sporo przesłania, którym chciałbym się podzielić ze światem. Takim jednak najważniejszym na obecną chwilę jest to, że bardzo bym chciał, aby środowiska osób niepełnosprawnych zaczęły mocniej się integrować z osobami pełnosprawnymi. Nadal jest tak, że osoby sprawne nie wiedzą, jak się zachować w stosunku do niepełnosprawnych, dziwią się widząc niewidomego sprawnie poruszającego się po ulicy, czy są zaskoczeni, że nie widząc, można odkroić kawałek kotleta na talerzu i trafić widelcem do ust. Osoby niepełnosprawne natomiast często czują ten dystans, wstydzą się tego, jacy są i popadają we frustracje, bo nie wiedzą, jak nad tym wszystkim zapanować. A chodzi przede wszystkim o to, że jesteśmy takimi samymi ludźmi i nie ważne, czy ktoś chodzi, jeździ na wózku, dobrze się przygląda, nie widzi swojego rozmówcy czy posługuje się językiem migowym. Tylko akceptacja i poznanie siebie może przynieść normalność, dlatego chciałbym, żeby integracja środowiska osób sprawnych i tych z niepełnosprawnością przebiegała na każdej płaszczyźnie: zawodowej, towarzyskiej, rozrywkowej, na ulicach, w instytucjach państwowych, w mediach, ale też i w sporcie! Jako sportowiec, nie chcę być dłużej odizolowany od swoich pełnosprawnych koleżanek i kolegów po fachu, ale chcę brać udział z nimi w tych samych zawodach, trenować razem z nimi na treningach, jeździć na wspólne obozy i razem z nimi tworzyć sport, bo przecież uprawiamy go tak samo, nieprawdaż? Wierzę, że mimo tego, że struktury odpowiedzialne za sport paraolimpijski w Polsce nie są przychylne takim ideom, uda nam się w końcu zbliżyć na tyle nasze sportowe światy, że na dobre staną się jednym światem.

Dziękuję za poświęcony czas

Również bardzo dziękuję za rozmowę!

26 Replies to “„Wierze, że uda nam się w końcu zbliżyć na tyle nasze sportowe światy, że na dobre staną się jednym światem.” – Rozmowa z Wojciechem Makowskim”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *