Wózkiem przez świat – rozmowa ze Zbigniewem Graczykiem

Remont dobiegł końca. Licencjat obroniony na 5. Wracam :). Wakacje się zaczęły. Można trochę odpocząć zwiedzić ciekawe miejsca Kto z Was lubi podróżować?
Już teraz zapraszam do poznania historii mojego kolejnego gościa, który zgodził się opowiedzieć kilka słów o swoich podróżach i o tym jak powstała książka.



Od 8 roku życia porusza się Pan na wózku. Co było inspiracją, aby zacząć podróżować?

Chęć podróżowania i ciekawość świata była we mnie od samego dzieciństwa. Od zawsze, kiedy pamiętam uwielbiałem studiować godzinami przeróżne mapy i atlasy. Sam często wymyślałem i rysowałem plany wyimaginowanych miast, państw. To wszystko to były właśnie chyba pierwsze przejawy mojej pasji podróżowania i poznawania świata. Teraz jesteśmy otoczeni elektronika i dzięki internetowi mamy nieomal wszędzie dostęp do map online, ja jednak ciągle biorę ze sobą na każda wyprawę mnóstwo kartek z wydrukowanymi mapkami danych miejsc. Tak więc najzwyczajniej się z ta pasja urodziłem.

Pamięta Pan swoją pierwszą podróż czy mógłby opowiedzieć kilka słów?

Będąc małym chłopcem dawałem jeszcze radę poruszać się na małym rowerku z bocznymi kółkami, wtedy to z mamą w ten sposób poruszaliśmy się po naszym mieście. Każde takie wyjście do cioci, na rehabilitacje, do sklepu to było wyobrażenie wielkiej podróży dla mnie. Każde małe osiedle w moim mieście to był w mojej wyobraźni inny kraj. To były moje pierwsze podróże i to może nawet najciekawsze. Wzbogacone o wyobraźnie a ona jest przecież bezgraniczna i w pełni „przystosowana” do nas samych.

Czy podróżuje Pan samodzielnie a może z innymi osobami w grupie?

W kilkudniowych wyjazdach zawsze towarzyszą mi dwie osoby. Przy mojej sprawności fizycznej jest to niestety konieczność choćby w podstawowych „czynnościach dnia codziennego”. Na jednodniowe wypady dajemy radę z jedna osoba a już kompletne szaleństwo to moje WYPRAWY jednogodzinne, bo wtedy wyruszam sam. Te dają mi poczucie wolności i co za tym idzie i wracam z nich pełen dobrej energii. Polecam gorąco takie wyprawy, nawet w „słabym stanie fizycznym” można mieć wiele radości z obserwacji świata.    

Jak zazwyczaj wyglądają przygotowania do podróży a może jest to spontaniczna decyzja?

To zależy od długości i odległości podróży oczywiście. Wyjazdy do innego kraju czy za ocean zaczynam planować już kilka miesięcy wcześniej. Przede wszystkim dlatego, że z dużym wyprzedzeniem można kupić bilety lotnicze w naprawdę atrakcyjnej cenie, to samo tyczy się rezerwowania hotelu. Poza tym nowe nieznane miejsca staram się zawsze dobrze poznać przez Internet, przede wszystkim sprawdzam wszystkie dostosowania pod moim kątem.

Każda podróż może wiązać się ze stresem. Jak to jest w Pana przypadku jak Pan sobie z nim radzi?

A tutaj trafiliśmy akurat na moja mocna stronę. Jestem dość opanowany i nie mam większego problemu ze stresem. Oczywiście są czasem tak zwane stresujące sytuacje, ale wtedy skupiam się wyłącznie nad rozwiązaniem danego problemu. To bardzo ważne by w nowym nieznanym miejscu nie poddać się stresowi podczas sytuacji kryzysowych, bo to jeszcze bardziej utrudnia rozwiązanie problemu.

Jak wygląda procedura latania samolotem osób poruszających się na wózku?

To jest w gruncie rzeczy nie skomplikowana procedura choć czasem zdarzają się niespodzianki. Na początek już przy zakupie biletu lotniczego trzeba zgłosić, że będziemy podróżować z wózkiem. Musimy podać jego wymiary, wagę i jaka posiada baterie. Trzeba tez podać czy potrzebujemy pomocy przy wsiadaniu do samolotu. Na samym lotnisku dobrze jest pojawić się 3 godziny przed wylotem i zgłosić się do punktu obsługi osób niepełnosprawnych. Po tym już asystenci lotniskowi „prowadzą nas” przez wszystkie procedury itd. aż do momentu, gdy będziemy siedzieć bezpiecznie w samolocie. Oczywiście w pełni oferują pomoc gdy trzeba nas przesadzić na fotel itp. 

Podczas podróży czasami wynikają sytuacje, które nie zawsze można przewidzieć. Jak pan sobie wtedy radzi?

To jest właściwie to co odpowiedziałem już w wcześniejszym pytaniu. Najważniejsze jest zachować spokój i opanowanie. Załamywanie rąk w niczym nam nie pomoże a wręcz przeciwnie. Trzeba się spokojnie zastanowić, ocenić sytuacje i szukać możliwych rozwiązań jak najszybciej. W końcu szkoda cennego czasu na wyjeździe 😉

Jakie kraje miał Pan okazje zwiedzić dotychczas oraz jak wygląda sytuacja dostępności obiektów pod kątem osób z niepełnosprawnością?

Nie było tego aż tak wiele. Udało mi się jednak trochę objeździć Europę, kilka stanów USA oraz Japonię. Z dostępnością poszczególnych miejsc jest bardzo różnie. Ja jednak zawsze staram się przeczesać Internet by sprawdzić miejsca, które chce odwiedzić. Jeśli okazuje się, że nie są dostępne dla mnie to najzwyczajniej sobie je odpuszczam. Staram się by moje wyjazdy były w miejsca w miarę pewne pod względem dostępności więc ciężko mi ogólnie mówić o dostępności danych krajów. Jedno jest jednak pewne; im kraj jest kolokwialnie mówiąc bogatszy tym lepiej to wygląda.

Podczas licznych pobytów za granicą miał pan jakąś sytuacje, która szczególnie zapadła Panu w pamięć?

Każdy wyjazd przyniósł wiele ciekawych sytuacji godnych zapamiętania, ciężko wybrać tą jedną jedyną. Zainteresowanych moimi przygodami zapraszam do mojej książki „Wózkiem przez świat”. Jedna rzecz mi przychodzi do głowy tak na gorąco i to właśnie z tych moich ulubionych bliskich samodzielnych podróży. To była przeurocza sytuacja i taka wprost prawie niemożliwa a mianowicie po kolei. Mieszkam w 300 tysięcznym mieście w Szwecji i kiedyś pewnego pięknego dnia będąc nie daleko domu na bliskim, nazwijmy to spacerku, zaczepiło nas dwoje starszych turystów z Australii pytając o jakaś drobnostkę typu wskazanie drogi – nic nadzwyczajnego. Na drugi dzień w zupełnie innej części miasta znów przypadkowo spotkaliśmy tych dwoje przemiłych ludzi machających do nas z daleka z drugiej strony ulicy. Apogeum nastąpiło dnia trzeciego, kiedy to sam przemierzając jeden z parków w innej części miasta znów spotkałem parę turystów z odległego kontynentu.  Znów krótka wymiana uprzejmości i każdy w swoją drogę. Po chwili jednak pomyślałem, że to były nie przypadkowo spotkania a gdzieś z góry jakaś siła pchała nas na siebie. Nie mogłem się temu przeciwstawić! Zawróciłem więc. Dogoniłem ich i okazało się, że oni mieli podobne odczucia o jakiejś wyższej sile. Pogadaliśmy chwile, wymieniliśmy się adresami mailowymi i tak kontakt mamy do dziś.

Jakie ma Pan kolejne plany podróżnicze?

Planów i pomysłów mam pełna głową, świat jest przeogromny i tak szalenie zróżnicowany, że życia brakłoby by go poznać. Plany niestety trzeba weryfikować przez pryzmat możliwości finansowych i technicznych. Moim głównym marzeniem podróżniczym obecnie jest Australia. Ten plan niestety na razie czeka na tak zwane lepsze czasy. Teraz skupiam się na mniejszych wyprawach, często właśnie poznaję swoje najbliższe okolice. Te małe podróże dają naprawdę wiele satysfakcji, radości i pozwalają często poznać siebie i swoje miejsce na ziemi.

W Internecie posługuje się Pan pseudonimem Rullaman, dlaczego właśnie takim?

A to jest dość prozaiczne rozwiązanie zagadki. Gdy rozpoczynałem swoją przygodę z YouTube postanowiłem sobie wymyślić pseudonim, który byłby wpadający w ucho a jednocześnie związany ze mną czy z moją działalnością. Rullaman to zlepek dwóch słów, w języku szwedzkim oznaczający rolującego człowieka. W mojej wyobraźni jest to toczący się na kołach człowieczek. Nic dodać, nic ująć.

Jest Pan autorem książki „Wózkiem przez świat” co było inspiracją do jej napisania?

Ta książka to długa historia. Myślałem o tym by opisać swoje „przygody” przez kilka długich lat. Przez ten czas sama idea książki ciągle ewaluowała.  Po ostatnich moich dużych podróżach do USA i Japonii powstał ostateczny plan książki. Chciałem w niej opowiedzieć o mojej drodze przez życie, a przede wszystkim podzielić się moimi doświadczeniami zdobytymi po drodze. Wszystko to okrasiłem praktycznymi poradami jak podróżować będąc na wózku. Miejsc pozwalających zdobyć taka właśnie wiedzę zawsze mi brakowało przy planowaniu kolejnych wyjazdów wiec choć w mikroskopijny sposób tą lukę wypełnić. Poczucie tego, że komuś moje zdobyte doświadczenia się przydają daje mi ogromna silę by iść dalej przez życie i świat.

Jest to Pana pierwsza książka czy wcześniej podejmował pan próby pisania?

Przyznaje się, że nie, nigdy wcześniej nie pociągało mnie słowo pisane. Mam „ścisły umysł” i nawet w latach szkolnych wszelkie moje prace pisemne były zawsze skrócone do minimum. Ta książka to była chęć przekazania innym moich doświadczeń i moich myśli. Choć muszę się przyznać, iż po całej tej przygodzie z tą książka polubiłem pisanie a więc choć w małym stopniu, może coś we mnie nowego zakiełkowało.

W czasie pisania potrzebował Pan ciszy, aby zebrać myśli a może szukał Pan dodatkowych bodźców?

Tak na pewno, cisza jest niezbędna do kreatywnego myślenia. Nie chodzi mi tutaj koniecznie o ciszę pod tytułem mniej decybeli naokoło. Najważniejsza jest tak zwana cisza wewnętrzna. Ja ją znajduje na samotnych spacerach, obserwuje wtedy ludzi i świat i to mnie szalenie wycisza. Technicznie wygląda to tak, że włączam dyktafon i wychodzę pojeździć robiąc notatki głosowe, kulam się najzwyczajniej wśród ludzi i mówię do siebie hihi.

Ile czasu trwało pisanie?

Oj długo 🙂 Samo już konkretne zbieranie materiałów, pisanie, korekta aż do momentu gotowej książki to były długie dwa lata. Przyznam się jednak szczerze, że nie spieszyłem się i robiłem to wszystko własnym tempem nie mając w głowie żadnego ścisłego terminu. Był to dla bardzo ważny czas i wiele się o sobie nauczyłem wtedy.

Podczas pisania napotkał Pan na jakieś trudności jak Pan je przetrwał?

Właściwie podczas samego pisania na jakieś trudności nie natrafiałem pewnie dlatego, że pisałem o swoich własnych przygodach. Jedyną więc trudnością mogła być współpraca z własnym umysłem hihi. Tak poważnie jednak mówiąc, to problem a właściwie trudne pytanie pojawiło się, gdy już miałem prawie gotowy tekst do wydania. Jak ją wydać, czy poprzez wydawnictwo czy samemu. Obie formy mają swoje plusy i minusy, ale to byłby temat na osobny tekst, niemniej dla kogoś nie zorientowanego w tematyce (jak ja) może to być problem która z dróg wybrać.

Który moment podczas pisania był dla Pana najważniejszy?

Oj trudne pytanie, cały proces „pisania” był dla mnie bardzo ważnym momentem życia. Nie umiem powiedzieć który najbardziej. Jedno mogę powiedzieć, najważniejszy a jednocześnie najbardziej emocjonujący moment był, gdy przyszedł pocztą pierwszy wydrukowany gotowy egzemplarz książki. Ogromna radość i w jakimś stopniu poczucie spełnienia się.

Jakie są Pana dalsze plany pisarskie?

Muszę się przyznać, że nie mam wielkich planów na razie. Choć z drugiej strony mam dwa pomysły, ale one chyba czekają na nagły wybuch energii literackiej w mojej głowie 🙂

Dziękuję za poświęcony czas

To ja bardzo dziękuję za poświęcony mi czas i pozdrawiam serdecznie wszystkich czytelników tego portalu. Życzę Wam by każdy kolejny dzień przepełniał Wasze serca nieograniczona energia pozwalającą cieszyć się kolejnymi etapami życia.

13 Replies to “Wózkiem przez świat – rozmowa ze Zbigniewem Graczykiem”

  1. Wspaniały człowiek. Jest doskonałym przykładem, że jak nam na czymś zależy i szukamy rozwiązań, to na 100% je znajdziemy. Panu Zbyszkowi życzę kolejnych fascynujących podróży, tylko z przyjemnymi niespodziankami. 🙂

  2. „Licencjat obroniony na 5” tymczasem na zdjęciu dyplomu, które udostępniasz „z wynikiem dobrym” – czyli jednak na 4 nie 5… nie ładnie tak kłamać.

    1. Dziękuję za podzielenie się cenną opinią . Natomiast pozwolę sobie małe sprostowanie. Sprawa wygląda tak z obrony rzeczywiście jest 5. Jednak na dyplomie widnieje ocena wyliczona ze średniej ocen z trzech lat. Stąd taka rozbieżność.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *