Studenckim okiem – rozmowa z Alicją Nowogrodzką

Studenckie życie ma swoje blaski i cienie, jednak jak na uczelnię i studiowanie patrzą osoby z niepełnosprawnością, dzisiaj rozmowa z Alicją Nowogrodzką, która kieruje lokalnym biurem Stowarzyszenia Mówiących Osób Niedosłyszących i Użytkowników Implantów Słuchowych opowie o swoich przeżyciach z okresu nauki. Zapraszam do wywiadu.

Jesteś osobą słabosłyszącą. Na jakie bariery napotykałaś w czasie studiów?

Myślę, że największe bariery, jakie wtedy napotykałam, to brak świadomości wśród moich kolegów oraz wykładowców odnośnie potrzeb osób słabosłyszących. Czasami też brak otwartości na rozwiązywanie bieżących problemów.  

Jak wyglądały Twoje relacje z rówieśnikami?

Różnie, przed studiami najlepiej czułam się z przyjaciółmi niesłyszącymi, ponieważ wtedy mało kiedy doświadczałam od nich przykrości. Dopiero na studiach odnalazłam się też ze słyszącymi, wtedy poczułam, że odnajduję wspólny język ze wszystkimi. Czasami myślę, że wiele osób skupia  się bardzo na tym, czy ktoś w grupie ma jakiś deficyt, bądź też zwraca uwagę na to, że ktoś jest „inny” od większości. Jest mi przykro, kiedy napotykam w swoim otoczeniu dzieci nieakceptujące tej inności, a w szczególności, kiedy widzę bierną postawę ich rodziców wobec negatywnego zachowania swojego dziecka w stosunku do innych osób (np. hejtowanie osoby z niepełnosprawnością). Trzeba pamiętać, że to rodzice, stanowiąc przykład, pierwszy wzór do naśladowania dla dziecka, uczą je (czasami nieświadomie) braku tolerancji wobec inności. Czasami rodzic taki wpaja swojemu dziecku strach przed innością, obawę, że tą innością można się zarazić.

Jak wykładowcy reagowali na osobę z niedosłuchem?

Nawet nie zauważali, że mam problem ze słuchem. Jest to niewidoczna niepełnosprawność. Zazwyczaj mówiłam wprost wykładowcom, że potrzebuję konkretnego rodzaju pomocy czy innego sposobu przekazania komunikatu. Rzadko spotykałam się z odmową prośby o pomoc. Najpierw starałam się swoim kolegom i wykładowcom uświadomić, że to nie jest dla mnie łatwe zrozumieć mało wyraźną bądź zbyt cichą wypowiedź. Często zachęcałam te osoby, które z natury cicho mówiły, do używania mikrofonu. Chciałam być włączona w życie akademickie i by to osiągnąć, to pierwszym krokiem było właśnie rozumienie komunikatów.

Miałaś sytuacje w których spotykałaś się z dyskryminacją ze względu na niedosłuch jak sobie z tym poradziłaś?

Przez całe życie miałam dużo takich sytuacji z którymi nie potrafiłam sobie poradzić. Moment zwrotny nastąpił, kiedy pojechałam na Study Session do Strasburga, jeszcze na studiach. To wtedy nauczyłam się jak zadbać o swoje potrzeby czy prawa jako osoby słabosłyszącej. Takie wydarzenie otworzyło mi oczy oraz pozwoliło mi zrozumieć, że tak naprawdę to wiele ode mnie zależy, jak będę traktowana przez inne osoby. Nauczyłam się bycia asertywną oraz otrzymałam odpowiednie narzędzia do tego, by edukować inne osoby, uwrażliwiać je na potrzeby osób z niepełnosprawnością słuchową. Dzięki Study Session wiedziałam też w jaki sposób powinnam postępować wobec osób, które mało empatycznie podchodziły do mojej niepełnosprawności. Pamiętam, że jako dziecko nie radziłam sobie z tym i nie umiałam właściwie zareagować na takie słowa. Cieszę się, że mogłam poznać inne słabosłyszące osoby z różnych krajów. Wymieniliśmy się doświadczeniami i wspólnie podjęliśmy próbę znalezienia wzorów rozwiązań, dzięki którym potrafilibyśmy zareagować na dyskryminację. Nadal nie rozumiem tego, że pomimo, iż tyle mówi się w Polsce o potrzebach osób niesłyszących czy z innym rodzajem niepełnosprawności, to wdrażanie tych rozwiązań jest utrudnione bądź spowolnione przez wiele zewnętrznych i wewnętrznych czynników. Tyle lat mija od pierwszych prób włączenia osób z niepełnosprawnością w społeczeństwo, a nadal są pomijane podstawowe rozwiązania. Chodzi mi o takie rozwiązania, jak napisy w filmach (w szczególności polskiej produkcji) w telewizji czy w kinie, czy nawet uwzględnienie zainstalowania pętli indukcyjnej już na etapie budowy budynku, tak bardzo ułatwiającej życie wszystkim osobom posiadającym aparat słuchowy z wbudowaną cewką indukcyjną..

W czasie zajęć potrzebowałaś lub korzystałaś ze specjalnych sprzętów ułatwiających funkcjonowanie?

Mimo, że potrzebowałam tego, to nie korzystałam. Dlaczego? Ponieważ nie było takich rzeczy na moim uniwersytecie. Sale nie były wyposażone w pętle indukcyjne, nie było możliwości wypożyczenia systemu FM, czy też przenośnej pętli indukcyjnej. Często pytałam się wykładowców czy jest dostępna pętla, ale reakcją było ich zdziwienie i pytanie o to, co to jest. Tłumaczyłam, że to jest udogodnienie dla osób korzystających z aparatów czy implantów słuchowych, gdzie wykładowca mówi przez mikrofon, a odbiorca włącza w aparacie czy implancie program „T”. Wtedy osoba taka słyszy bezpośrednio dźwięk z mikrofonu, przy okazji nie słysząc hałasu z otoczenia. Takie urządzenie bardzo pomaga podczas wykładów, bo nie ukrywajmy, studenci lubią między sobą szeptać czy też ciągle wchodzą czy wychodzą z sali. Wszystkie te dźwięki otoczenia zakłócają rozumienie treści wykładu, pełnego zawiłych zdań, nasyconych trudnym słownictwem. Przez to, że nie mam tego “selektywnego słuchu”, moje implanty nie są w stanie wyeliminować hałas jako niepożądany dźwięk.

Zawsze zastanawiało mnie jak wyglądała sprawa z pisaniem przez osoby z wadą słuchu. Mam tu na myśli mogące pojawiać się błędy stylistyczne i ich ocenianie przez prowadzących zajęcia. Czy to było brane pod uwagę podczas oceniania?

Często, jak pisałam zaliczenie, to pisałam na tej samej kartce wiadomość do wykładowcy o treści: Z góry przepraszam za błędy językowe, są one spowodowane moim niedosłuchem, proszę o wyrozumiałość. Dzięki takiej informacji wykładowcy przestali komentować, że tak dziwnie piszę, bądź ustały komentarze, iż nie mogą uwierzyć, że zdałam maturę z języka polskiego. Dzięki temu oboje otrzymaliśmy komfort, ponieważ często ludzie nie są świadomi tego, że osoba z niedosłuchem może robić takie błędy.

Mimo dysfunkcji słuchu bez problemu posługujesz się językiem angielskim.  Jak w Twoim przypadku wyglądała nauka ?

Nauka u mnie wyglądała opornie. Myślę, że największym problemem było to, że nie rozumiałam po co się tak naprawdę uczę języka angielskiego. Sytuacja się zmieniła, kiedy zaczęłam chodzić na zajęcia z języka angielskiego dla osób niesłyszących. To było jak odkrycie nowego świata, a właściwie języka. Nareszcie mogłam nadążyć za programem oraz zaczęłam rozumieć co się dzieje na zajęciach. Możliwe to było tylko dlatego, że te zajęcia były dostosowane do moich potrzeb. Podczas nich uczestniczyły maksymalnie 3 osoby, a salę specjalnie wytłumiano (ściany wyłożono tłumiącym dźwięk korkiem, przez co nie było w sali echa). Dużo mi też dały wyjazdy z programu Erasmus + podczas studiów, gdzie miałam możliwość zastosowania języka angielskiego w praktyce. Te wyjazdy pokazały mi, że nieważne, że moja mowa może być inna, bądź niewyraźna; że możliwe, że układam niepoprawnie gramatycznie zdania, ponieważ najważniejsze wtedy było rozumieć się nawzajem i podjąć próbę rozmawiania w innym języku nawet na proste tematy.  Takie podejście pomogło mi zlikwidować ograniczenie istniejące w moim umyśle pt.: „nie słyszę to nie będę uczyć się angielskiego”. Co z tego, że nie słyszę? Brak słuchu to nie jest problem, tylko wyzwanie. Trzeba wtedy poszukać innego rozwiązania. Cieszę się, że otworzyłam się na propozycję, aby uczyć się języka angielskiego w dostosowanych warunkach dla osób niesłyszących, ponieważ przy okazji świetnie się bawiłam.

Czy uważasz, że uczelnie są przygotowane na przyjęcie osób z dysfunkcją słuchu co ewentualnie według Ciebie wymaga dopracowania?

Większość uczelni nie jest przygotowanych na przyjęcie studentów z niepełnosprawnością słuchu. Moim zdaniem brakuje pętli indukcyjnej na auli, usługi speech to text (symultaniczny przekaz tekstowy) podczas ćwiczeń, a nawet postaw, na przykład przeszkolenia kadry akademickiej w jaki sposób należy pomóc takiemu studentowi (np. otrzymanie przez takiego studenta transkrypcji wykładu przez wykładowcę na e-mail jest ogromnym ułatwieniem). Zamiast słuchać co nauczyciel czy wykładowca mówił czy tłumaczył, skupiałam się na tym, by zdążyć przepisać wykłady z prezentacji. Nie daję rady przepisywać i jednocześnie nadążać za tłumaczeniem wykładowcy poszczególnych zadań, w jaki sposób je wykonać. Warto też pomyśleć, aby zajęcia angielskiego czy innego języka dla niesłyszących były indywidualne, bądź w bardzo małych grupach.

Jako studentka dużo podróżowałaś. Z jakimi barierami w innych krajach miałaś do czynienia?

W innych krajach najczęściej spotykałam się z własnymi barierami. Ciągle odkrywałam, że noszę na głowie „złotą klatkę”, czyli podejście problematyczne, gdzie sama sobie stawiałam niepotrzebne ograniczenia. Obserwując innych ludzi uczyłam się, że można inaczej podchodzić do ludzi czy odkrywałam, że też inne rzeczy są dobre. Uczyłam się myśleć samodzielnie. Nie patrząc na naszą kulturę czy opinię najbliższego otoczenia po prostu mieć swoje zdanie. Czasami zastanawiałam się, czy moje poglądy są nadal aktualne, czy coś się zmieniło. Pamiętam szkolenie na temat gender. Pojechałam do Hiszpanii, żeby dowiedzieć się, co pod tym się kryje. Dowiedziałam się, że to nic złego, a w Polsce robią wokół tego tematu taką burzę. Wtedy też mi zaimponowało to, że młode osoby są obecnie dużo bardziej tolerancyjni i dzięki edukacji seksualnej mają większą świadomość swojej osoby.

Jakie Państwa miałaś okazje zwiedzić?

Udało mi się parę krajów zwiedzić i szczególnie w pamięci zapadły podróże do Rumunii, Francji, Hiszpanii, Portugalii, Włoch, Słowenii, Norwegia, Stanów Zjednoczonych, Meksyku, Japonii. Część tych krajów mogłam zwiedzić dzięki rodzinie i przyjaciołom oraz projektom z Erasmus +.

Podczas podróży miałaś jakąś szczególną sytuację, którą pamiętasz do dzisiaj?

Pamiętam jak zaginęła mi walizka, kiedy już wracałam do Polski z Oviedo. Zamiast się denerwować z tego powodu, to zaczęłam się śmiać. Poszłam do obsługi i po paru dniach wróciła zguba do domu. Inne sytuacje, które zapadły mi w pamięci, to np. zjedzenie fig prosto z drzew albo jak przypadkowo zamówiliśmy z przyjaciółmi ślimaki, ponieważ menu było tylko w języku hiszpańskim, a kelner nie umiał języka angielskiego. Kiedy przyniesiono nam talerz ślimaków, staraliśmy się zachować kamienną twarz, jakbyśmy naprawdę chcieli ten specjał. Potem główkowaliśmy jak to zjeść. Spróbowałam i polecam. Z każdego wyjazdu wynoszę cenne doświadczenie oraz wspomnienia. Z każdej podróży przywożę dziennik w którym opisuję najważniejsze wydarzenia, ponieważ po jakimś czasie dużo rzeczy umyka z pamięci.

Aktualnie używasz implanty ślimakowe. Wcześniej korzystałaś z aparatów. Dostrzegasz jakieś różnice w użytkowaniu?

Mam obustronny głęboki niedosłuch, więc w moim przypadku implant był potrzebny. Aparaty były już dla mnie za słabe, co skutkowało utrudnioną komunikacją i przez to musiałam polegać na odczytywaniu z ruchu warg, bądź prosić o powtórzenie, by móc zrozumieć co ludzie do mnie mówią. Sama niewyraźnie mówiłam, bardzo ciężko przebiegała moja komunikacja z innymi osobami, przez co często odpuszczali oni rozmowę ze mną. Obecnie implant daje mi większe możliwości w słyszeniu różnych niuansów w tonie głosu czy muzyce. Wcześniej niespecjalnie lubiłam słuchać muzyki, teraz chętniej sięgam po swoje ulubione utwory. Jestem też w stanie oglądać ze zrozumieniem filmy dzięki implantowi, jednakże tylko takie, w którym lektor wyraźnie mówi, a dźwięki z oryginalnej ścieżki dźwiękowej filmu zostały usunięte (znowu nałożony hałas z oryginalnej ścieżki dźwiękowej zakłóca mi zrozumienie tłumaczenia).

Jak długo trwało zanim doszłaś do siebie po operacji?

Po pierwszej operacji, którą miałam w wieku 13 lat, szybko doszłam do siebie. Jednakże bardzo długo uczyłam się słuchać przez implant. Na początku nie byłam z niego zadowolona i dopiero po 2-3 latach odczułam korzyści. Największym sukcesem dla mnie jest możliwość rozmów przez telefon oraz to, że dużo lepiej rozumiem innych, jak i inni mnie lepiej rozumieją. Ludzie, zamiast unikać rozmów ze mną, to pytają się z jakiego kraju jestem, bo jednak słychać w moich wypowiedziach ten charakterystyczny akcent, który to mają osoby z niedosłuchem. 13 lat później przeszłam operację wszczepienia drugiego implantu. Skutki uboczne po narkozie były silniejsze niż poprzednio i męczyłam się z nimi dłużej, ale po miesiącu doszłam do siebie. Co do rehabilitacji, to nadal uczę się funkcjonować z dwoma implantami.

Podczas studiów miałaś okazje nabyć doświadczenie w tej dziedzinie?

Bardzo dużo mi dało zorganizowanie kilku edycji konferencji z ramienia Koła Naukowego Studentów Niesłyszących i Słabosłyszących „Surdus Loquens”. Nauczyłam się zrobić od podstaw konferencję, szkolenie, współpracować z ludźmi czy też dzielić obowiązki, czyli innymi słowy: zarządzać grupą ludzi. Podobało mi się takie działanie i kochałam to robić z przyjaciółmi z Koła. Serdecznie chciałabym im podziękować za każdą wspólną konferencję.

Czym się zajmujesz?

W życiu, poza pracą, kieruję też biurem lokalnym w Lublinie Stowarzyszenia Mówiących Osób Niedosłyszących i Użytkowników Implantów Słuchowych SUITA. Spotykam się z innymi osobami słabosłyszącymi i wspólnie realizujemy różne aktywności, wymieniamy się doświadczeniami odnośnie sytuacji osób z uszkodzeniem słuchu. Od czasu do czasu pomagam też Stowarzyszeniu HEureka Generator, które działa na rzecz zwiększenia aktywności społecznej obywateli i zapobiegania wykluczeniu społecznemu.

Zanim dostałaś tą pracę musiałaś odbyć jakieś kursy szkolenia Jakie kompetencje były w tym przypadku najbardziej oczekiwane?

Najbardziej oczekiwane umiejętności to: obsługa komputera oraz doświadczenie zawodowe. Dlatego też najlepiej już na studiach warto poszukać pracy, czy zacząć działać w kole naukowym. Polecam też krótkie wyjazdy z programu Erasmus+, w celu nabycia miękkich kompetencji i praktykowania języka angielskiego.

Na jakie trudności napotkałaś szukając pracy?

Długo nie mogłam znaleźć pracy. Dlatego też poszłam do Fundacji Fuga Mundi, w której najpierw odbyłam szkolenie i dzięki której później przeszłam trzymiesięczny staż. Wtedy to dostałam pracę. Moim zdaniem największą trudnością na rynku pracy dla osoby z niepełnosprawnością jest brak umiejętności zaprezentowania siebie jako atrakcyjnego i potrzebnego kandydata do pracy. W moim wypadku CV było tylko zaproszeniem, jednakże dopiero staż dał mi okazję do wykazania się i bycia docenionym przez pracodawcę oraz poznania się jako cennego współpracownika. Moja niepełnosprawność nie stwarza bariery w pracy, jedynie co, to nie jestem w stanie zrobić rzeczy, przy których dobry słuch jest niezbędny.

Jak wygląda sytuacja na rynku pracy jeśli chodzi o osoby z niepełnosprawnościami?

Podoba mi się, że coraz więcej jest organizacji, które pomagają w szukaniu pracy, jak i dostępnych dla osób z niepełnosprawnością staży. Jednakże trudno jest znaleźć pracę na stałe w swoim zawodzie.

Jak zazwyczaj spędzasz czas wolny?

Wolny czas spędzam na czytaniu książki z kubkiem kawy czy na podróżowaniu po świecie.

Masz za sobą udział w sesji fotograficznej do kalendarza w ramach projektu” Wszyscy jesteśmy pasjonatami życia” Co skłoniło Cię do udziału?

Chciałam spróbować czegoś nowego oraz poczuć się piękna w profesjonalnym makijażu. Mogłam też pokazać innym swoją pasję do batiku i zaprezentować swoje prace. Uwielbiam patrzeć na efekt końcowy, którym jest profesjonalne zdjęcie z batikami.

Jednym z Twoich zainteresowań jest batik. Możesz coś więcej o tym powiedzieć?

Robię nie tylko prace woskiem malowane, ale też chętnie uczę innych na czym polega technika batiku. Nadal rozwijam i doskonalę swój warsztat. Najbardziej w batiku lubię zapach roztopionego wosku z parafiną oraz to, iż nigdy nie wiadomo jaki będzie efekt końcowy pracy. Uwielbiam niespodzianki. Batik to jest moja przestrzeń, gdzie mogę pobyć sama ze swoimi myślami, odstresować się po ciężkim dniu. Ostatnio zaczęłam prowadzić Instagrama o batiku @bravelywithbatik. Tam można zobaczyć jak wyglądają prace batikowe.

Dziękuję za poświęcony czas

Również dziękuję

26 Replies to “Studenckim okiem – rozmowa z Alicją Nowogrodzką”

    1. Jak większość ludzi nie wie co to jest batik i dlatego z myślą o nich prowadzę Instagrama. Zapraszam do oglądania zdjęć i filmików na @bravelywithbatik. 🙂

  1. Na pewno nie jest łatwo osobom z jakimkolwiek ograniczeniami zdrowotnymi odnaleźć się w świecie przystosowanym do ludzi zdrowych. Mam nadzieję, że to będzie się zmieniać, bo moim zdaniem dyskryminacja kogoś tylko dlatego, że jest trochę inny, to duży nietakt. Moja córka często pyta mnie na ulicy o to, dlaczego ktoś jeździ na wózku, o to czemu ta pani co tańczy z gwiazdami nie widzi i ja nie mam problemu wyjaśnić jej tego, nie odczuwam skrępowania tłumacząc córce że wszyscy jesteśmy tacy sami, mimo pewnych różnic 🙂

  2. Uczyłam w gimnazjum dziewczynę, która nie słyszała wcale – niestety wyłącznie przez zaniedbanie rodziców. Nie potrafiła się też porozumiewać w żaden inny sposób. Kiedy o tym myślę cieszę się, że bohaterka wywiadu miała więcej szczęścia i może rozwijać swoje pasje 🙂

    1. Przykra sprawa. Tym bardziej, że rodzice tej dziewczynki się do tego przyczynili.
      Pasje dodają siły i wiary we własne możliwości.

  3. Ja niespecjalnie zakosztowałam tego słynnego „studenckiego życia” – bo zaraz po zajęciach jechałam prosto do domu, nie interesowały mnie jakieś integracyjne imprezy i tego typu rzeczy, skupiałam się na studiowaniu samym w sobie. Odnośnie osób niepełnospraenych na studiach – na szczęście powstaje dla nich coraz więcej udogodnień, a i ludzie są bardziej otwarci niż jeszcze jakiś czas temu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *